• Ul. Pruszkowska 29B, 02-118 Warszawa +48 22 846 32 18 kontakt@fingroup.com.pl

    Bezpieczny kurs Twoich finansów

  • …a może lepiej być chłoporobotnikiem?

    Dawno, dawno temu, w odległej galaktyce…

    Niestety nie, nie tak daleko, tylko u nas, na polskiej ziemi. Był sobie jedynie słuszny system, który miał zaprowadzić Polaków do krainy szczęśliwości, czyli do komunizmu. Skończyło się na tzw.„realnym socjalizmie”, który skończył, jak skończył. To wszyscy znają.

    W tamtych czasach „socjalistycznej walki o dobro człowieka”, gdzie wszyscy mieli być równi i wspaniali, była jedna grupa społeczna, która wszyscy pogardzali i traktowali, jako kategorię gorszą. To byli chłoporobotnicy właśnie.

    Drobni rolnicy na kilku hektarach, nie mieli szans w ramach „ekonomii socjalistycznej”, aby związać koniec z końcem, byli zmuszeni dorabiać, głównie na rozgrzebanych placach budów w państwowych „socjalistycznych” kombinatach budowlanych.

    Wszędzie byli traktowani, jako bezosobowa masa do pracy, głównie w najgorszych i najgorzej opłacanych obszarach.

    Minęło kilkadziesiąt lat…

    Mamy dziś kapitalizm, demokrację i wolny rynek. Mamy piękny rok 2015. Dla niektórych piękny, dla innych nie. Rok wyborów. I cóż widzimy?

    Górnicy otrzymują miliardy złotych z naszych własnych podatków i portfeli (niektórzy nazywają to: „budżet państwa”). Farmerzy na swoich wspaniałych traktorach blokują drogi domagając się… no, czego? Jasne, że kolejnych miliardów z naszych portfeli. Już zapowiedzieli się nauczyciele i pielęgniarki. Jak znam życie, następne będą służby mundurowe? I pewnie wielu, wielu innych.

    Spodziewajmy się, że część z nich załatwi swoje interesy skutecznie. Za nasze pieniądze oczywiście.

    Ale: uwaga! uwaga! Ja osobiście, z większością tych żądań i oczekiwań się zgadzam! Powinniśmy mieć dobrze opłacane, sprawne i nieprzekupne: Policję i Straż Graniczną. Nauczyciele powinni zarabiać tyle, by stać ich było na czytanie własnych książek i dokształcanie się. Lekarze i pielęgniarki dbają o to, co mamy najcenniejszego, więc ich dochody powinny być porównywalne z tymi w zachodniej Europie. By nie musieli emigrować.

    Paradoks? Może coś mi się w głowie pomieszało?

    Otóż nie. Bo trzeba rozumieć aspirację ludzi, a także oczekiwania, jakie formułuje wobec nich reszta społeczeństwa.
    Ale jest także druga strona medalu. Czyli: „nie ma darmowego obiadu” – to klasyka.

    Za realizację aspiracji i oczekiwań ktoś musi zapłacić. I nasuwa się pytanie: dlaczego tym kimś musimy być zawsze MY?

    My, czyli kto? I jaki właściwie związek ma cały powyższy tekst z inteligencją finansową, efektywnym zarządzaniem firmami, liczeniem marż, EBIDTY, itd?

    Otóż łącznikiem jest magiczne słówko MY. Bo my to cały prywatny biznes. No, prawie cały, bo wielkie korporacje sobie poradzą same. Nasze MY, to 4,1 miliona zarejestrowanych firm. Te miliony przedsiębiorców, czyli sektor MŚP i mikrofirmy tworzy 70% krajowego PKB, czyli znaczną większość. Zatrudniają one 60% wszystkich zatrudnionych w przedsiębiorstwach. To małe i średnie firmy, które nie wyjdą blokować dróg ani centralnych urzędów. Bo nie mają silnego lobby. Najczęściej traktowane są z góry przez inspektorów skarbowych i liczne inne służby kontrolne. To my zawsze jesteśmy podejrzani, a „oni” zawsze mają rację. A „w zamian” my, przedsiębiorcy płacimy podatki, z których utrzymujemy i urzędy skarbowe i urzędy centralne i pielęgniarki i nauczycieli i policję i wielu, wielu innych. Jakoś mało kto sobie to uświadamia w codziennej pracy, prawda?

    A może lepiej byłoby, gdybyśmy zostali chłoporobotnikami? Dzisiejszymi, wolnorynkowymi chłoporobotnikami.

    No bo tak:

    – jako rolnicy możemy ubiegać się o dopłaty (ponad 50 miliardów już zostało tak rozdysponowane) i płacić KRUS (nie będę pogrążał czytelników w rozpaczy i analizował różnicy pomiędzy składkami społecznymi przedsiębiorców i rolników),
    -a jako robotnik, np. spółki usługowej dla kompanii węglowej, wydrzeć Pani Premier kolejne miliony na nie najgorsze życie.

    Może ironizuję, ale temat jest bardzo poważny. To małe i średnie firmy produkują większość dochodu narodowego naszego kraju, to nasze podatki stanowią większość budżetu. Ale jesteśmy – ośmielę się stwierdzić – najgorzej traktowana grupą zawodową. Mali przedsiębiorcy, ale także pracownicy niewielkich i średnich prywatnych firm. I czy nie ma racji szefowa Lewiatana, jednej z organizacji reprezentującej przedsiębiorców, pani Henryka Bochniarz, gdy mówi: „(…)dobrze byłoby, aby prawo nie tylko chroniło pracowników, z czym się zgadzam, ale pozwalało mikroprzedsiębiorcom działać, a w konsekwencji tworzyć nowe miejsca pracy. A nie pozwala. Niezmiennie od lat jedna mikrofirma zatrudnia średnio 0,75 pracownika”.

    A wyobraźcie sobie Państwo, że firmy mają nieco lepiej i chociaż połowa firm, czyli 2 miliony, zatrudniają choćby po 1 nowym pracowniku. I bezrobocie znika natychmiast.

    Ech, pięknie pomarzyć…

    Ireneusz Trąbiński
    kontakt@fingroup.com.pl.

    Wszystkie prawa zastrzezone | All rights reserved Fingroup 2017